~Dla wszystkich, którzy nie przeżyli, chociaż przeżyli za dużo
jak możesz tak kłamać
patrząc wprost w me oczy
jak możesz być aż tak ślepy
patrząc z tym kpiącym uśmiechem
mówisz mi ciągle że nic nie przeżyłam
dopiero mnie czeka to piekło zwane życiem
jak twoje usta mogą wypluwać takie bzdury
pieprzysz ciągle te same głupoty
jak mogę wiedzieć co to życie
gdy dźwigam ciężar nie jednego z nich
mówisz że jestem jedynie gówniarą
ale i ja ponoszę odpowiedzialność
chcąc stworzyć sobie świat który nie będzie piekłem
jak możesz mi wmawiać że teraz mam raj
gdy wokół mnie żyje tyle potworów
twierdzisz że oni są nieważni
kiedy to oni wysłuchiwali mnie
gdy ty wolałeś mi mówić jak głupia jestem
oddałabym wszystko co mam dla nich
a ty powtarzasz że rodzina najważniejsza
mając na myśli więzy krwi
ale ta rodzina nadal nie widzi
jak skulona w łóżku płaczę z bezsilności
jak gryzę rękę by z ust nie wyrwał się szloch
jak pragnę na tę chwilę zniknąć
ciągle coś tracę
ciągle cierpię
ale ty mi mówisz, że nic nie przeżyłam jeszcze
więc jak wygląda życie
skoro to nie płacz i śmiech
nie nagrody i straty
nie bliscy i wrogowie
nie bicie serca i oddech
w takim razie co ja robię skoro nie żyję
wyjaśnij mi co mam zrobić być żyć
skoro to nie miłość strach ból szczęście
jak twoje życie różni się od mojego
to że ty pracujesz
ja też pracuję teraz zdobywając wiedzę
to że nie mam dzieci i męża
ja również czuję obowiązek dbać o przyjaciół
którzy bliżsi mi od rodziny
co jest tym czymś
co umniejsza wadze mojego życia
przestań pieprzyć kłamstwa w które sam wierzysz
jestem tutaj
może niekoniecznie dla ciebie
jednak jestem i żyję
bo jednak jest ktoś dla kogo żyję
inaczej dawno by mnie tu nie było
albo w ogóle bym się nie zjawiła
jestem by przeżyć
tyle ile los mi tylko pozwoli
jestem by przeżyć
razem z nimi wszystkimi
i chociaż pojawiasz się ty z tymi kłamstwami
że nic jeszcze nie przeżyłam bo jestem głupią gówniarą
to będę żyła nadal
by przeżyć
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowy goździk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowy goździk. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 stycznia 2020
niedziela, 15 grudnia 2019
Lustro
Najgorzej jest w nocy
Gdy leżąc w łóżku
Wpatrujesz się w ciemność przed sobą
W tę pustkę
Tak jakbyś patrzył w lustro
Gdy leżąc w łóżku
Wpatrujesz się w ciemność przed sobą
W tę pustkę
Tak jakbyś patrzył w lustro
sobota, 23 listopada 2019
Brak
Brakuje mi kogoś komu nie brakuje mnie
Wpatrzona w wieczne sny nie czuję czasu
Okaleczone serce również nie chce zabliźnić ran
Piasek przesypuje się pomiędzy moimi dłońmi
Ucieka pomiędzy palcami
Nawet nie było punktu kulminacyjnego
Gdy akcja się rozpłynęła pozostawiając gorzki smak
Pozostaje mi być i czekać aż powróci upływ czasu
Zaleczy to co otwarte
Uśmierzy to co bolesne
Zamknie to co się powinno już dawno zamknąć
Gdy w końcu napisze kolejny rozdział
A po poprzednim pozostanie jedynie niemy odgłos jego istnienia
Bo to co najgorsze złamało to co najlepsze
Cała ja to jedna ruina
A on pozostawił zdezorientowaną mnie w niej
Szukam powodów celów przesłań i samej siebie
Bo ja już nie istnieję
Zaginęłam pod gruzami razem z własnym ja
Wpatrzona w wieczne sny nie czuję czasu
Okaleczone serce również nie chce zabliźnić ran
Piasek przesypuje się pomiędzy moimi dłońmi
Ucieka pomiędzy palcami
Nawet nie było punktu kulminacyjnego
Gdy akcja się rozpłynęła pozostawiając gorzki smak
Pozostaje mi być i czekać aż powróci upływ czasu
Zaleczy to co otwarte
Uśmierzy to co bolesne
Zamknie to co się powinno już dawno zamknąć
Gdy w końcu napisze kolejny rozdział
A po poprzednim pozostanie jedynie niemy odgłos jego istnienia
Bo to co najgorsze złamało to co najlepsze
Cała ja to jedna ruina
A on pozostawił zdezorientowaną mnie w niej
Szukam powodów celów przesłań i samej siebie
Bo ja już nie istnieję
Zaginęłam pod gruzami razem z własnym ja
niedziela, 8 września 2019
Rany
Liżę rany
A jestem tylko pieprzonym człowiekiem
Strupy jedynie miękną
Wznawiam krwawienie
Pozostaje mi czekać
Aż do bólu przywyknę
Albo stanę się psem
I ślina zacznie mnie leczyć
A jestem tylko pieprzonym człowiekiem
Strupy jedynie miękną
Wznawiam krwawienie
Pozostaje mi czekać
Aż do bólu przywyknę
Albo stanę się psem
I ślina zacznie mnie leczyć
czwartek, 22 sierpnia 2019
Samotność
Dzieci w Afryce umierają z głodu
Ludzie na świecie umierają co pół minuty
Ziemia umiera z każdym kolejnym dniem
Pierdolę to wszystko
Jestem pieprzoną egoistką
Jedyne co pragnę
Niech mnie ktoś przytuli
Pogłaszcze po głowie
I nie pozwoli mi umierać
Bo jako martwa
Nie rozwiążę problemów świata
Nie zrobię już nic
A tym bardziej nie ucieknę
Od samotności
poniedziałek, 22 kwietnia 2019
Za siedmioma
Stukam ołówkiem w zeszyt
Tępo wpatruje się w biel stron
Odpływam myślami daleko
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
W głowie nie mam już nic
Kompletna pustka
Gdzieś tam w tle słyszę muzykę
Gdzieś tam w tle czuję ucisk w skroniach
Nagle niczym fala tsunami nadchodzą one
Brudne myśli
Zanieczyszczają wszystko na drodze
Burzą ciszę w mojej głowie
Myśli tak brudne, że aż trujące
Toksyczne
W uszach zaczyna mi piszczeć
W gardle staje mi gula
A w oczach błyszczą łzy
Mam już serdecznie dość
Miałeś być tym, który wesprze
Uśmiechnie się i naprawi zły dzień
A stałeś się tym, który zmiażdżył
Odciął mi skrzydła nadziei
Najgorsze w tym, że
Ani ty gdzieś tam
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
Ani ja gdzieś tutaj
Przy czystym zeszycie
Przy dźwięku znanej melodii
Przy uciążliwym bólu głowy
I ołówkiem w dłoni
Żadne z nas nie ponosi żadnej winy
Ale każde z nas ponosi swoją karę
Ja pozostanę tą, która będzie cię kochać
Tutaj
Przy czystym zeszycie
Przy dźwięku znanej melodii
Przy uciążliwym bólu głowy
I ołówkiem w dłoni
Ty pozostaniesz tym, który nie będzie odwzajemniał mych uczuć
Tam
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
Tępo wpatruje się w biel stron
Odpływam myślami daleko
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
W głowie nie mam już nic
Kompletna pustka
Gdzieś tam w tle słyszę muzykę
Gdzieś tam w tle czuję ucisk w skroniach
Nagle niczym fala tsunami nadchodzą one
Brudne myśli
Zanieczyszczają wszystko na drodze
Burzą ciszę w mojej głowie
Myśli tak brudne, że aż trujące
Toksyczne
W uszach zaczyna mi piszczeć
W gardle staje mi gula
A w oczach błyszczą łzy
Mam już serdecznie dość
Miałeś być tym, który wesprze
Uśmiechnie się i naprawi zły dzień
A stałeś się tym, który zmiażdżył
Odciął mi skrzydła nadziei
Najgorsze w tym, że
Ani ty gdzieś tam
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
Ani ja gdzieś tutaj
Przy czystym zeszycie
Przy dźwięku znanej melodii
Przy uciążliwym bólu głowy
I ołówkiem w dłoni
Żadne z nas nie ponosi żadnej winy
Ale każde z nas ponosi swoją karę
Ja pozostanę tą, która będzie cię kochać
Tutaj
Przy czystym zeszycie
Przy dźwięku znanej melodii
Przy uciążliwym bólu głowy
I ołówkiem w dłoni
Ty pozostaniesz tym, który nie będzie odwzajemniał mych uczuć
Tam
Za siedmioma górami
Za siedmioma morzami
Za siedmioma rzekami
I siedmioma lasami
wtorek, 16 października 2018
Biegnij
Kiedy ludzie wokół mówią ci „stój”
Nie patrz na nich i brnij dalej
Nie zatrzymuj się choćby świat miałby się walić
Ale jeśli jednak się zatrzymasz
Spójrz na tych, którzy cię wymijają
Po czym powiedz sobie głośno
„Będę lepszy od nich”
I biegnij przed siebie
Nawet gdy płuca będą palić
A nogi będą drżeć z przemęczenia
Gdy staniesz w miejscu na zbyt długo
Pozostanie ci jedynie ciemność
Ona cały czas wszystkich goni
Nie patrz na nich i brnij dalej
Nie zatrzymuj się choćby świat miałby się walić
Ale jeśli jednak się zatrzymasz
Spójrz na tych, którzy cię wymijają
Po czym powiedz sobie głośno
„Będę lepszy od nich”
I biegnij przed siebie
Nawet gdy płuca będą palić
A nogi będą drżeć z przemęczenia
Gdy staniesz w miejscu na zbyt długo
Pozostanie ci jedynie ciemność
Ona cały czas wszystkich goni
wtorek, 2 października 2018
Swoje
Byłam tylko dzieckiem
Niewinnym i naiwnym
Myślałam, że to dobrze
Mieć swój styl
Swoje zdanie
Swoją oryginalność
Być jedynym w swoim rodzaju
Ale dość szybko sprowadzono mnie na ziemię
Boleśnie i brutalnie
Z całym impetem rzucając o grunt
Nie bacząc czy się połamię
Zginę
A zapewniam, że skończyłam w kawałkach
Zdezorientowana
Zagubiona
Zraniona
Ale zrozumiałam jedno
Jeśli wybijesz się z schematu
Skończysz równie marnie jak natrętny komar
Niewinnym i naiwnym
Myślałam, że to dobrze
Mieć swój styl
Swoje zdanie
Swoją oryginalność
Być jedynym w swoim rodzaju
Ale dość szybko sprowadzono mnie na ziemię
Boleśnie i brutalnie
Z całym impetem rzucając o grunt
Nie bacząc czy się połamię
Zginę
A zapewniam, że skończyłam w kawałkach
Zdezorientowana
Zagubiona
Zraniona
Ale zrozumiałam jedno
Jeśli wybijesz się z schematu
Skończysz równie marnie jak natrętny komar
sobota, 29 września 2018
Płatki śniegu
Rozbijały się drodze
Gdy tylko napotkały przeszkody
Raz ogromne drzewo
Sam jego widok przytłaczał śnieżynki
Innym razem to było przezroczyste szkło okien
Całkowicie dla nich niewidoczne
I gdy tak siedziałam na parapecie
Przyszła do mnie mała myśl
Całkiem niepozorna
Ludzie są jak takie płatki śniegu
Niby nic
Szybko przyszła i szybko odejdzie
Jednak ona zakorzeniła się we mnie
Oplotła mój umysł
Nie chciała mnie opuścić
Ludzie są jak śnieżynki
Każdy jest inny
Mały, biały i lśniący
Niby nic
Ale to ludzie targani życiem
Rozbijają się o problemy
Czy te duże
Czy te niewidoczne
I nawet jeśli im się uda
Osiąśc spokojnie na ziemi
Błyszczeć w zimowym słońcu
To i tak przyjdzie wiosna
Roztopi śnieżynki
A one znikną
Gdy tylko napotkały przeszkody
Raz ogromne drzewo
Sam jego widok przytłaczał śnieżynki
Innym razem to było przezroczyste szkło okien
Całkowicie dla nich niewidoczne
I gdy tak siedziałam na parapecie
Przyszła do mnie mała myśl
Całkiem niepozorna
Ludzie są jak takie płatki śniegu
Niby nic
Szybko przyszła i szybko odejdzie
Jednak ona zakorzeniła się we mnie
Oplotła mój umysł
Nie chciała mnie opuścić
Ludzie są jak śnieżynki
Każdy jest inny
Mały, biały i lśniący
Niby nic
Ale to ludzie targani życiem
Rozbijają się o problemy
Czy te duże
Czy te niewidoczne
I nawet jeśli im się uda
Osiąśc spokojnie na ziemi
Błyszczeć w zimowym słońcu
To i tak przyjdzie wiosna
Roztopi śnieżynki
A one znikną
środa, 26 września 2018
Taniec
Przypatrywałem ci się za każdym razem
Tańczyłaś sunąc po parkiecie
Zwinnie i z gracją, jak liście na wietrze
Całkiem odcięta od rzeczywistości
Jedynie muzyka do ciebie docierała
Przepływała przez ciebie, poruszając twoim ciałem
Ten widok poruszał moje wnętrze
Przyprawiał o szybsze bicie serca
Kochałem cię w każdej możliwej odsłonie
I w balecie uwydatniającym grację
Zmysłowym tango pełnym namiętności
W walcu przepełnionym elegancją
Nawet w tańcach ulicznych byłaś piękna
Jednak przyszedł ten czas
Gdy nadeszły ponure myśli
Niekończący się ciąg pytań
Zastanawiałem się, który taniec jest twoim
Tym prawdziwym i jedynym
Jednak wpadł pomysł uwierający moje serce
One wszystkie były fałszywe
Różne maski naciągnięte na spaczone oblicze
Już nawet miałem się odwrócić
Odejść od kłamstw
Ale spojrzałem ci w oczy
I wiedziałem
To nie aktorstwo tylko rozbudowana osobowość
I wiedziałem
Nie miałem zamiaru już nigdy więcej przestać patrzeć
Tańczyłaś sunąc po parkiecie
Zwinnie i z gracją, jak liście na wietrze
Całkiem odcięta od rzeczywistości
Jedynie muzyka do ciebie docierała
Przepływała przez ciebie, poruszając twoim ciałem
Ten widok poruszał moje wnętrze
Przyprawiał o szybsze bicie serca
Kochałem cię w każdej możliwej odsłonie
I w balecie uwydatniającym grację
Zmysłowym tango pełnym namiętności
W walcu przepełnionym elegancją
Nawet w tańcach ulicznych byłaś piękna
Jednak przyszedł ten czas
Gdy nadeszły ponure myśli
Niekończący się ciąg pytań
Zastanawiałem się, który taniec jest twoim
Tym prawdziwym i jedynym
Jednak wpadł pomysł uwierający moje serce
One wszystkie były fałszywe
Różne maski naciągnięte na spaczone oblicze
Już nawet miałem się odwrócić
Odejść od kłamstw
Ale spojrzałem ci w oczy
I wiedziałem
To nie aktorstwo tylko rozbudowana osobowość
I wiedziałem
Nie miałem zamiaru już nigdy więcej przestać patrzeć
sobota, 22 września 2018
Mogiła
Zastanawiałam się
Dlaczego ludzie płaczą nad nie swoim losem
Dlaczego ronią łzy nad nie swoją śmiercią
Przecież to ktoś obcy dokończył żywota
Nieznajomy
Znane imię i nazwisko
Czasem wiek wypisany na klepsydrze
Czarny tłum na pogrzebie wyjawi rodzaj zgonu
Ale nieznajomy
Nie znany uśmiech
Nie znane łzy
Zastanawiałam się
Dlaczego szloch roznosi się po cmentarzu
Dlaczego grymas szpeci każdą z twarzy
Nie pojęte dla mnie
Zbyt trudne
Zastanawiałam się, myślałam i wiem
Zrozumiałam dopiero gdy tego doświadczyłam
Tu nie chodzi o zmarłego
Nawet nie o samą śmierć
To ten ciężar spadających łez
Niemy krzyk wołających dusz
Wykrzywione oblicza czarnej masy
To rozpacz osób bliskich
Zalewa falami wszystkich zebranych
Topi w żalu, który rani ich serca
Teraz wiem
Ale chciałabym nie wiedzieć
Dlaczego ludzie płaczą nad nie swoim losem
Dlaczego ronią łzy nad nie swoją śmiercią
Przecież to ktoś obcy dokończył żywota
Nieznajomy
Znane imię i nazwisko
Czasem wiek wypisany na klepsydrze
Czarny tłum na pogrzebie wyjawi rodzaj zgonu
Ale nieznajomy
Nie znany uśmiech
Nie znane łzy
Zastanawiałam się
Dlaczego szloch roznosi się po cmentarzu
Dlaczego grymas szpeci każdą z twarzy
Nie pojęte dla mnie
Zbyt trudne
Zastanawiałam się, myślałam i wiem
Zrozumiałam dopiero gdy tego doświadczyłam
Tu nie chodzi o zmarłego
Nawet nie o samą śmierć
To ten ciężar spadających łez
Niemy krzyk wołających dusz
Wykrzywione oblicza czarnej masy
To rozpacz osób bliskich
Zalewa falami wszystkich zebranych
Topi w żalu, który rani ich serca
Teraz wiem
Ale chciałabym nie wiedzieć
środa, 19 września 2018
Słońce wyjdzie zza chmur
Chociaż rzucałeś we mnie talerzami,
Chociaż poniżałeś i wyzywałeś,
Chociaż kazałeś odejść.
Nadal czekałam na ten moment,
Gdy zrozumiesz.
Chociaż chciałeś dla mnie dobrze,
Chociaż chciałeś mi dać wolność,
Chociaż chciałeś mi oszczędzić swojego widoku.
Czekałam cierpliwie aż pojmiesz,
Jedynym miejscem, gdzie jest mi dobrze,
Znajduje się jedynie przy twoim boku,
Bo przecież cię kocham moje Słońce.
Nawet jeśli schowasz się teraz za chmurami.
Poczekam.
W końcu zawsze przyjdzie dzień,
Kiedy słońce wyjdzie zza chmur.
Chociaż poniżałeś i wyzywałeś,
Chociaż kazałeś odejść.
Nadal czekałam na ten moment,
Gdy zrozumiesz.
Chociaż chciałeś dla mnie dobrze,
Chociaż chciałeś mi dać wolność,
Chociaż chciałeś mi oszczędzić swojego widoku.
Czekałam cierpliwie aż pojmiesz,
Jedynym miejscem, gdzie jest mi dobrze,
Znajduje się jedynie przy twoim boku,
Bo przecież cię kocham moje Słońce.
Nawet jeśli schowasz się teraz za chmurami.
Poczekam.
W końcu zawsze przyjdzie dzień,
Kiedy słońce wyjdzie zza chmur.
poniedziałek, 17 września 2018
Nieznośna pchła
Ciągle powtarzałeś mi w kółko to samo
Budzę się z twoim imieniem co rano
Zawsze przy mnie byłeś
I chociaż brzmi to dość infantylnie
Wierzyłam w każde twoje słowo
Za co dzisiaj płacę bardzo słono
Obiecałeś mi kawałek nieba uchylić
Więc niedługo przed moją pięścią będziesz musiał się schylić
Bo teraz gdy otoczyłam się ciemnością
Zaczęłam wierzyć, że moje życie ocieka samotnością
Pod byle pretekstem mnie odrzuciłeś
Jedynie mnie załamaną po sobie zostawiłeś
Więc nie wracaj do mnie jak nieznośna pchła
Bo na pewno nie chcesz zobaczyć mojego truchła
Budzę się z twoim imieniem co rano
Zawsze przy mnie byłeś
I chociaż brzmi to dość infantylnie
Wierzyłam w każde twoje słowo
Za co dzisiaj płacę bardzo słono
Obiecałeś mi kawałek nieba uchylić
Więc niedługo przed moją pięścią będziesz musiał się schylić
Bo teraz gdy otoczyłam się ciemnością
Zaczęłam wierzyć, że moje życie ocieka samotnością
Pod byle pretekstem mnie odrzuciłeś
Jedynie mnie załamaną po sobie zostawiłeś
Więc nie wracaj do mnie jak nieznośna pchła
Bo na pewno nie chcesz zobaczyć mojego truchła
sobota, 15 września 2018
Dzieci technologii
Dzieci technologii
Chciwie pragnąc więcej
Łakomie patrząc na bogactwa
Zazdrość wyżera wnętrza
Gniew emanuje dookoła
Używki, uzależnienia
Wiążą, splatają grubym sznurem
Boleśnie ocierając skórę
Patrzę na nich
Nie z żalem
Nie z pogardą
Patrzę ze smutkiem
Rozpaczą
Kiedy to się stało
Kiedy zaczęło
Nie walić
Nie upadać
Ale budować gruby mur
Odcinając uczucia
Ukrywając w bezpiecznej sferze
Patrzę i widzę
Głęboko myśląc
Czy oni też zobaczą
Chciwie pragnąc więcej
Łakomie patrząc na bogactwa
Zazdrość wyżera wnętrza
Gniew emanuje dookoła
Używki, uzależnienia
Wiążą, splatają grubym sznurem
Boleśnie ocierając skórę
Patrzę na nich
Nie z żalem
Nie z pogardą
Patrzę ze smutkiem
Rozpaczą
Kiedy to się stało
Kiedy zaczęło
Nie walić
Nie upadać
Ale budować gruby mur
Odcinając uczucia
Ukrywając w bezpiecznej sferze
Patrzę i widzę
Głęboko myśląc
Czy oni też zobaczą
wtorek, 11 września 2018
Liście
Nasza dwójka jest jak te liście.
Wirujemy na podmuchach wiatru,
Raz opadając prawie całkiem na ziemię,
A raz wznosząc się wysoko w niebo.
Zbliżamy się do siebie,
Aby chwilę później się rozdzielić.
Nasza miłość jest bardzo podobna.
Jak te prądy powietrza,
Silna i mocna,
Czasami słabnąca.
Zazwyczaj dająca się pokonać przeszkodą,
Zmuszona omijać budynki,
Ale nieraz niszcząca bariery na jej drodze,
Łamiąca drzewa i zrywająca dachy.
Problem w tym, że tylko ja się staram.
Nieodwzajemnione uczucie.
Upadamy,
Gdy ty ranisz mnie słowem, gestem, odmową.
Wznosimy,
Gdy ja pomimo tego się nie poddaję.
Tylko ile jeszcze wytrzymam?
Ile zdołam utrzymać twojej ignorancji?
Czuję się jak Atlas, który trzyma świat na swych barkach.
Tak ja na ramionach mam naszą miłość.
Moją miłość.
Niech mi jednak ktoś odpowie,
Nawet ty moje kochanie.
Ile jeszcze będę stać, zanim upadnę?
Wirujemy na podmuchach wiatru,
Raz opadając prawie całkiem na ziemię,
A raz wznosząc się wysoko w niebo.
Zbliżamy się do siebie,
Aby chwilę później się rozdzielić.
Nasza miłość jest bardzo podobna.
Jak te prądy powietrza,
Silna i mocna,
Czasami słabnąca.
Zazwyczaj dająca się pokonać przeszkodą,
Zmuszona omijać budynki,
Ale nieraz niszcząca bariery na jej drodze,
Łamiąca drzewa i zrywająca dachy.
Problem w tym, że tylko ja się staram.
Nieodwzajemnione uczucie.
Upadamy,
Gdy ty ranisz mnie słowem, gestem, odmową.
Wznosimy,
Gdy ja pomimo tego się nie poddaję.
Tylko ile jeszcze wytrzymam?
Ile zdołam utrzymać twojej ignorancji?
Czuję się jak Atlas, który trzyma świat na swych barkach.
Tak ja na ramionach mam naszą miłość.
Moją miłość.
Niech mi jednak ktoś odpowie,
Nawet ty moje kochanie.
Ile jeszcze będę stać, zanim upadnę?
niedziela, 9 września 2018
Kogo zniszczyłeś
Hej, patrz na mnie.
Widzisz to?
Na pewno widzisz.
Ciemnie wory pod oczami na bladej cerze,
Wystające kości, na których opina się skóra,
Przekrwione oczy z mętnym spojrzeniem,
Zniszczone potargane włosy wypadające garściami,
Szpetne strupy biegnące podłużnie po mych przedramionach.
Na pewno czujesz strach widząc mnie.
Jak wrzeszczę i krzyczę zdzierając gardło,
Resztkami paznokci rozdrapuje rany,
Łzy ciekną po moim wykrzywionym obliczu.
Wyglądam, zachowuje się i czuje jak dzikie zwierzę.
Spłoszone, skrzywdzone i zagonione w kąt.
Złapane, uwięzione i porzucone.
Hej, spójrz na mnie.
Patrz na mnie!
Widzisz?
Na pewno widzisz to kim się stałem,
Co ze mnie pozostało.
Staczam się coraz szybciej.
Jeszcze trochę.
Jeszcze trochę i roztrzaskam się o dno.
Zostanie ze mnie tylko krwawa plama.
Hej, patrz na mnie.
Patrz na to co stworzyłeś,
Albo raczej kogo zniszczyłeś.
Widzisz to?
Na pewno widzisz.
Ciemnie wory pod oczami na bladej cerze,
Wystające kości, na których opina się skóra,
Przekrwione oczy z mętnym spojrzeniem,
Zniszczone potargane włosy wypadające garściami,
Szpetne strupy biegnące podłużnie po mych przedramionach.
Na pewno czujesz strach widząc mnie.
Jak wrzeszczę i krzyczę zdzierając gardło,
Resztkami paznokci rozdrapuje rany,
Łzy ciekną po moim wykrzywionym obliczu.
Wyglądam, zachowuje się i czuje jak dzikie zwierzę.
Spłoszone, skrzywdzone i zagonione w kąt.
Złapane, uwięzione i porzucone.
Hej, spójrz na mnie.
Patrz na mnie!
Widzisz?
Na pewno widzisz to kim się stałem,
Co ze mnie pozostało.
Staczam się coraz szybciej.
Jeszcze trochę.
Jeszcze trochę i roztrzaskam się o dno.
Zostanie ze mnie tylko krwawa plama.
Hej, patrz na mnie.
Patrz na to co stworzyłeś,
Albo raczej kogo zniszczyłeś.
piątek, 7 września 2018
Spójrz na mnie
Hej, spójrz na mnie.
Widzisz jak moje płatki
Lśnią w kroplach porannej rosy?
Hej, zobacz mnie.
Dotknij moich liści,
Otoczę swym zapachem całego ciebie.
Hej, uratuj mnie.
Okryj mnie przed nagłym mrozem,
Ukryj przed wielkimi potworami,
Schowaj przed zarazą, która niszczy mnie od środka.
Hej, widzisz mnie?
Widzisz jak moje płatki
Lśnią w kroplach porannej rosy?
Hej, zobacz mnie.
Dotknij moich liści,
Otoczę swym zapachem całego ciebie.
Hej, uratuj mnie.
Okryj mnie przed nagłym mrozem,
Ukryj przed wielkimi potworami,
Schowaj przed zarazą, która niszczy mnie od środka.
Hej, widzisz mnie?
środa, 5 września 2018
Rysy jak linie papilarne
Dusza ugięła się pod naporem ciężaru,
Nie tylko jej problemów i uczuć
Żywiona przez kłamstwa i zdrady.
Pękła i rozsypała się na kawałki.
I nawet jeśli się ją poskleja,
To nadal pozostaną rysy,
Które niczym linie papilarne.
Na zawsze będą wyjątkowe.
Nie tylko jej problemów i uczuć
Żywiona przez kłamstwa i zdrady.
Pękła i rozsypała się na kawałki.
I nawet jeśli się ją poskleja,
To nadal pozostaną rysy,
Które niczym linie papilarne.
Na zawsze będą wyjątkowe.
sobota, 1 września 2018
Koniczyna
Witajcie!
Dzisiaj przyszłam z czymś innym. Jako, że opowiadanie jest w trakcie pisania i nawet jeśli zdążyłabym z nim do końca dnia to w dalszym ciągu nie mam do niego zdjęć, także pokażę wam inną odsłonę mojej twórczości.
Nazywam to wierszami, chociaż używam tego sformułowania tylko dlatego, że jest łatwiej. Dla mnie to nie poezja, a myśli i uczucia ujęte w ładne i krótkie słowa. Wszystkie utwory tego typu nie są czerpane z pomysłów i weny, są one czystymi emocjami niekoniecznie ubranymi w czyste słowa. Dlatego, że łączą się z ważnymi dla mnie momentami cała seria tych wierszy jest zatytułowana jako Różowy Goździk, które znaczy m.in. pamiętam o tobie, czekaj na mnie.
Mogłabym dodawać to na innym blogu, jednak za dużo roboty by z tym było, a do tego nie chcę rozdzielać moich czytelników.
W końcu Niezapominajki, Różowy Goździk, Niezapomniane historie to nadal części tej samej mnie.
Gdy będą pojawiać się posty z wierszami nie będę pisać za długich notek albo nawet w ogóle ich nie będzie. Nie chcę zaburzać nastrój, żebyście mogli poczuć krzyk uczuć w nich zawartych.
Do zobaczenia!
Moje życie jest jak łąka pełna kwiatów,
Jestem jednym z nich — koniczyną.
Nikt mnie nie zauważa wśród tłumu,
Bo jestem zbyt zwyczajna.
Chciałabym być jak maki,
Które widać już z daleka.
Bądź jak chabry,
Szlachetnie narodzone.
Albo mlecze,
wesoły symbol lata.
Nawet stokrotki choć zwyczajne,
Są przyjemne i kochane.
A mnie, choć pokrzywą nie jestem,
Każdy zawsze szeroko omija.
Dzisiaj przyszłam z czymś innym. Jako, że opowiadanie jest w trakcie pisania i nawet jeśli zdążyłabym z nim do końca dnia to w dalszym ciągu nie mam do niego zdjęć, także pokażę wam inną odsłonę mojej twórczości.
Nazywam to wierszami, chociaż używam tego sformułowania tylko dlatego, że jest łatwiej. Dla mnie to nie poezja, a myśli i uczucia ujęte w ładne i krótkie słowa. Wszystkie utwory tego typu nie są czerpane z pomysłów i weny, są one czystymi emocjami niekoniecznie ubranymi w czyste słowa. Dlatego, że łączą się z ważnymi dla mnie momentami cała seria tych wierszy jest zatytułowana jako Różowy Goździk, które znaczy m.in. pamiętam o tobie, czekaj na mnie.
Mogłabym dodawać to na innym blogu, jednak za dużo roboty by z tym było, a do tego nie chcę rozdzielać moich czytelników.
W końcu Niezapominajki, Różowy Goździk, Niezapomniane historie to nadal części tej samej mnie.
Gdy będą pojawiać się posty z wierszami nie będę pisać za długich notek albo nawet w ogóle ich nie będzie. Nie chcę zaburzać nastrój, żebyście mogli poczuć krzyk uczuć w nich zawartych.
Do zobaczenia!
Moje życie jest jak łąka pełna kwiatów,
Jestem jednym z nich — koniczyną.
Nikt mnie nie zauważa wśród tłumu,
Bo jestem zbyt zwyczajna.
Chciałabym być jak maki,
Które widać już z daleka.
Bądź jak chabry,
Szlachetnie narodzone.
Albo mlecze,
wesoły symbol lata.
Nawet stokrotki choć zwyczajne,
Są przyjemne i kochane.
A mnie, choć pokrzywą nie jestem,
Każdy zawsze szeroko omija.
Subskrybuj:
Posty (Atom)